
26 sierpnia 2026 roku w Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie odbędzie się uroczyste odsłonięcie tablicy poświęconej pamięci trzech żołnierzy Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie: por. Romana Matuszkiewicza „Matsona”, płk. pil. Władysława Gnysia oraz plut. Feliksa Golińskiego.
Trzy różne życiorysy pokazują trzy różne oblicza polskiej służby w czasie II wojny światowej – pilota-nawigatora, pilota myśliwców oraz specjalisty personelu naziemnego.
Ich historie są jednocześnie częścią większej opowieści – historii tysięcy polskich lotników i żołnierzy, którzy po klęsce wrześniowej 1939 roku przedostali się na Zachód i kontynuowali walkę u boku Wielkiej Brytanii.

🇬🇧 Wielka Brytania – miejsce, z którego Polacy ponownie wznieśli się do walki
Po upadku Polski we wrześniu 1939 roku polscy lotnicy nie pogodzili się z przegraną. Wielu z nich przedostało się przez Rumunię, Węgry i Francję do Wielkiej Brytanii.

Pierwsi polscy lotnicy pojawili się na Wyspach już w grudniu 1939 roku. Początkowo wcielano ich do RAF Volunteer Reserve. W sierpniu 1940 roku, na mocy porozumienia alianckiego, Polskie Siły Powietrzne uzyskały niezależny status, pozostając jednak pod operacyjnym dowództwem RAF.
Dla wielu z nich Wielka Brytania była ostatnim miejscem, z którego mogli realnie kontynuować walkę o wolną Polskę.
Nie przyjechali jednak jako ludzie szukający bezpiecznego schronienia.
Przyjechali walczyć.
✈️ Bitwa o Anglię – polskie skrzydła nad Wielką Brytanią
Latem 1940 roku Wielka Brytania znalazła się w obliczu niemieckiej ofensywy powietrznej. Luftwaffe próbowała zdobyć przewagę w powietrzu, która miała otworzyć drogę do inwazji na Wyspy.
W tej walce znaleźli się również Polacy.

Łącznie 145 polskich pilotów uczestniczyło w Bitwie o Anglię. Polacy stanowili około pięciu procent wszystkich pilotów Fighter Command, a ich udział w walkach był znacznie większy niż sugerowałaby sama liczba.
Powstały dwa polskie dywizjony myśliwskie:
302 Dywizjon „Poznański”
oraz
303 Dywizjon „Kościuszkowski”.
Początkowo Brytyjczycy podchodzili do polskich lotników z pewną ostrożnością. Barierą był przede wszystkim język, ale także różnice w systemie szkolenia i organizacji.
Bardzo szybko okazało się jednak, że Polacy posiadają ogromne doświadczenie bojowe.
Wielu z nich walczyło już w Polsce i we Francji. Mieli za sobą prawdziwą wojnę – a nie tylko szkolenie.
🔥 Dywizjon 303 – legenda, która stała się rzeczywistością
Najbardziej znanym symbolem polskiego udziału w Bitwie o Anglię stał się 303 Dywizjon „Kościuszkowski”.

W ciągu zaledwie 42 dni walk dywizjon zestrzelił według zestawień RAF Museum 126 niemieckich samolotów, stając się najskuteczniejszą jednostką Fighter Command podczas Bitwy o Anglię.
Jego sukces nie był przypadkiem.
Polscy piloci byli bardzo dobrze wyszkoleni. Polska Szkoła Orląt w Dęblinie należała do najbardziej wymagających szkół lotniczych. Kandydaci przechodzili rygorystyczną selekcję, a szkolenie obejmowało nie tylko technikę pilotażu, ale również rozwijanie odporności psychicznej, umiejętności walki zespołowej i doskonałego strzelania.
Doświadczenia kampanii 1939 roku sprawiły, że polscy piloci mieli również coś, czego wielu ich młodszych brytyjskich kolegów jeszcze nie posiadało:
doświadczenie prawdziwej wojny.
🇵🇱 „Gdyby nie Polacy…”
Znaczenie polskich lotników zostało dostrzeżone także przez najwyższych dowódców RAF.

Dowódca Fighter Command, Air Chief Marshal Sir Hugh Dowding, po wojnie przyznał, że bez odwagi i wkładu polskich dywizjonów trudno byłoby przewidzieć wynik Bitwy o Anglię.
To niezwykle ważne świadectwo.
Polacy nie byli dodatkiem do brytyjskiego wysiłku wojennego.
Byli jego istotną częścią.

15 września 1940 roku, w dniu uznawanym za kulminacyjny moment Bitwy o Anglię, udział polskich pilotów był szczególnie widoczny. RAF Museum wskazuje, że tego dnia jeden na pięciu pilotów uczestniczących w walkach był Polakiem.
💣 Wojna nie skończyła się na Bitwie o Anglię
Historia polskich lotników w Wielkiej Brytanii nie kończy się jednak na roku 1940.
Polacy walczyli przez kolejne lata wojny w różnych strukturach RAF.

Do końca wojny Polskie Siły Powietrzne posiadały 15 dywizjonów myśliwskich, bombowych, współpracy i zadań specjalnych, wspieranych przez około 14 tysięcy lotników i personelu naziemnego.
Polscy lotnicy służyli między innymi w:
- Fighter Command,
- Bomber Command,
- Coastal Command,
- jednostkach transportowych i specjalnych.
Polskie dywizjony bombowe wykonywały długie i niezwykle niebezpieczne loty nad okupowaną Europą.

Według danych RAF Museum polskie dywizjony Bomber Command i Coastal Command zrzuciły łącznie 14 708 ton bomb i min na cele przeciwnika.
Cena była ogromna.
Szczególnie ciężkie straty poniósł 300 Dywizjon Bombowy „Ziemi Mazowieckiej”, który należał do najbardziej doświadczonych polskich jednostek bombowych.
🧭 Roman Matuszkiewicz „Matson” – człowiek, który prowadził załogi nad okupowaną Europą
Jednym z bohaterów upamiętnionych na tablicy w Dęblinie jest porucznik Roman Matuszkiewicz „Matson”.
Urodzony w 1911 roku w Zarubińcach na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej, po wybuchu wojny znalazł się na Zachodzie. W 1943 roku rozpoczął specjalistyczne szkolenie na nawigatora.
Latał na Avro Ansonach, Wellingtonach, Halifaxach i Lancasterach, a następnie został przydzielony do 300 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Mazowieckiej”.

Zachowany dziennik pokładowy dokumentuje 28 jego lotów operacyjnych w okresie od 1 sierpnia do 11 października 1944 roku. Były to misje nad Francją, Holandią, Belgią i Niemcami, zarówno dzienne, jak i nocne. Najdłuższy lot trwał blisko 10 godzin.
Nawigator był jednym z kluczowych członków załogi.
To od jego precyzji zależało, czy bombowiec dotrze nad właściwy cel, a następnie znajdzie drogę powrotną do bazy.
🛩️ Władysław Gnyś – pierwszy zwycięzca
Drugim bohaterem tablicy jest płk pil. Władysław Gnyś.
Jego nazwisko zapisało się w historii już 1 września 1939 roku.

Tego ranka Gnyś wystartował z Balic wraz z kpt. Mieczysławem Medweckim. Medwecki został zestrzelony, a Gnyś kontynuował lot. W rejonie Olkusza zaatakował niemieckie bombowce Dornier Do 17 i zestrzelił dwie maszyny. Tym samym został uznany za pierwszego polskiego i alianckiego zwycięzcę powietrznego II wojny światowej.
Po kampanii wrześniowej walczył we Francji, a następnie dotarł do Wielkiej Brytanii.
Służył między innymi w 302, 316 i 309 Dywizjonie, a w 1944 roku objął dowództwo 317 Dywizjonu „Wileńskiego”.
Jego wojenny szlak pokazuje, jak ogromną drogę przebyli polscy lotnicy: od walki nad Polską, przez Francję, aż po brytyjskie niebo i operacje nad okupowaną Europą.
🔧 Feliks Goliński – bez mechaników nie byłoby zwycięstw
Historia plut. Inż Feliksa Golińskiego przypomina nam o czymś równie ważnym.
Wojny powietrznej nie wygrywali wyłącznie ludzie siedzący w kokpitach.
Goliński był inżynierem mechanikiem i służył w personelu naziemnym 302 Dywizjonu „Poznańskiego” oraz 316 Dywizjonu „Warszawskiego”.
To właśnie mechanicy, inżynierowie i technicy sprawiali, że Hurricane’y i Spitfire’y mogły każdego dnia startować do walki.
Samolot musiał zostać zatankowany, sprawdzony, naprawiony i przygotowany do kolejnej misji.
Dla pilota awaria mogła oznaczać śmierć.
Dlatego historia polskich lotników w Wielkiej Brytanii jest również historią tysięcy ludzi, których nazwisk często nie znamy, ale bez których nie byłoby żadnego zwycięstwa.

Feliks Goliński został za swoją służbę trzykrotnie odznaczony Medalem Lotniczym oraz odznaczeniami alianckimi. Zmarł w Londynie w 1983 roku.
🇵🇱 Wielka Brytania i polska pamięć
Polscy lotnicy pozostawili w Wielkiej Brytanii trwały ślad.
Bronili brytyjskiego nieba, uczestniczyli w ofensywie przeciwko Niemcom, wykonywali loty bombowe i rozpoznawcze, eskortowali inne formacje i wspierali działania aliantów aż do zakończenia wojny.

RAF Museum podkreśla, że polski personel służył we wszystkich dowództwach RAF i na wszystkich teatrach działań wojennych, zdobywając opinię ludzi wyjątkowo odważnych i oddanych służbie.
A jednak ich zwycięstwo miało gorzki smak.
W 1945 roku wojna w Europie się skończyła, ale Polska nie odzyskała wolności, o którą walczyli.
Dla wielu polskich lotników Wielka Brytania stała się więc nie tylko miejscem walki, ale również miejscem powojennego życia, emigracji i tęsknoty za Ojczyzną.
🕯️ Dlaczego odsłonięcie tablicy w Dęblinie jest tak ważne?
Dęblin – „Szkoła Orląt” – jest jednym z najważniejszych symbolicznych miejsc polskiego lotnictwa.
To tutaj kształcili się ludzie, którzy później walczyli w obronie Polski, Francji i Wielkiej Brytanii.
Dlatego tablica poświęcona Romanowi Matuszkiewiczowi, Władysławowi Gnysiowi i Feliksowi Golińskiemu jest czymś więcej niż rodzinnym upamiętnieniem.
Jest hołdem dla całego pokolenia Polskich Sił Powietrznych na Zachodzie.
Dla pilotów.
Dla nawigatorów.
Dla mechaników.
Dla personelu naziemnego.
Dla wszystkich tych, którzy po 1939 roku znaleźli się tysiące kilometrów od Polski, ale nigdy nie przestali być jej żołnierzami.
🇵🇱 Trzy nazwiska. Trzy życiorysy. Jedna Polska.
Roman Matuszkiewicz „Matson”. Władysław Gnyś. Feliks Goliński.
Ich losy przypominają nam, że historia polskiego lotnictwa nie jest jedynie historią zwycięstw powietrznych.
To historia odwagi, profesjonalizmu, poświęcenia, odpowiedzialności i wierności Ojczyźnie.
26 sierpnia pochylimy głowy nad ich pamięcią.
Niech ich nazwiska pozostaną żywe.
Cześć Ich Pamięci! 🇵🇱 Chwała Bohaterom! Pamięć o nich niech trwa przez pokolenia.
26 sierpnia 2026 r., godz. 12:00
Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie, ul. Lotników Polskich 1

Na uroczystość zapraszają Dyrektor Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie Monika Żmuda oraz fundatorki tablicy – Iwona Golińska i Elżbieta Gajda.
Link do wydarzenia poniżej:
https://www.facebook.com/share/1JZZ76d9vk/?mibextid=wwXIfr
Tekst / Foto: Polish Sue





Leave a comment